Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sławadawał mu dużo do myślenia, a przeraził go jeszcze bardziej niż biedną, schorowaną radczynię.
Budowa nowej drogi, kolosalne zyski, skuzynowanie się z wice-dyrektorem, mającym tak rozległe stosunki i wielkie wpływy, wszystkie te ponętne obrazy, wypieszczone, wymarzone w ambitnej głowie pana inżyniera, musiały rozwiać się i pierzchnąć. Bez wielkich kapitałów, nie sposób podejmować wielkich spekulacyj, a kaszlący wice-dyrektor jedynie dla pięknych oczu Stasi, nie zechce pozbawiać się staro-kawalerskiej wolności.
Mózg pana Adolfa pracował forsownie. Co robić? Czy doniesienie Czesława opiera się na prawdzie? Czy stary niedowierzający mecenas nie zapatruje się zbyt pesymistycznie? Takie pytania zadawał sobie pan Adolf, a z tych znowu pytań wywiązywał się cały szereg następnych. Jeżeli mecenas ma dobre informacye, jeżeli jest tak istotnie jak Czesław donosi, co robić? Czy nie skorzystać z czasu i nie przyśpieszyć małżeństwa Stasi. Dygnitarz jest prawie zdecydowany, dawał to już wyraźnie do zrozumienia. Gdyby przyśpieszyć zanim się ludzie prawdy dowiedzą? Myśl dobra, a po ślubie wszystko jedno. Niech się dowie.
Idzie o Stasię, bo z jej strony może być opór, ale na nią łatwo znaleźć sposób; dziewczyna egzaltowana, matkę bardzo kocha, dlaczegożby nie miała dla niej się poświęcić. Zresztą czyż to na długo. Wice-dyrektor nieszczególne ma zdrowie, więcej nad kilka lat nie pociągnie.
Pozostaje najważniejszy szkopuł: jak zapobiedz,