Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Powiedz jej jak istotnie rzeczy stoją, niech się nie łudzi.
— Szwagrowi trudno będzie wyperswadować.
— I nie kuś się o to.
— Dlaczego?
— Bo to próżna fatyga. Jemu sukcesy a owa zajechała jak fura siana. Zdaje mu się, że weksle są pewne, że wszystko będzie odebrane. Utrzymuje go w tem przekonaniu pewien jegomość, który chce się podjąć przeprowadzenia całego interesu. Łudzi go.
— I mama także się łudzi.
Mecenas rozśmiał się.
— Rozczarują się później, ale zawsze będą mieli przyjemne wspomnienia; pan inżynier przynajmniej.
— Tak, on bardzo pragnie być milionerem.
— Słyszę, że już nowe koleje buduje — rzekł śmiejąc się, — fabryki zakłada, no niech się łudzi, skoro lada bajkom wiarę daje... niech się łudzi, a ty mój kochany siostrę sprowadź napowrót.
— Dziś jeszcze do niej napiszę.
W przedpokoju dzwonek brzęknął.
— Stara gwardya idzie — rzekł mecenas wstając, — obiecali się na dziś... towarzysze z lat dziecinnych... Hę! hę! młodzież z przed lat pięćdziesięciu, ani podobna do was... Jak się zestarzejesz, jak ci włosy z głowy uciekną, to przekonasz się dopiero co to za przyjemność o dniach młodości wspominać, z towarzyszami gawędzić.
— Nie będę więc przeszkadzał.