Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sposób wspominać o każdym, tembardziej, że to do niczego nie prowadzi. Jeżeli chcesz napisać kilka słów do matki lub siostry, to racz się pośpieszyć.
— Owszem, napiszę zaraz. Czy będziesz sam u mamy? — zapytała nieśmiało.
— Naturalnie, że będę. Co prawda, wiem, że nie cieszę się szczególną sympatyą u tych państwa na Ogrodowej ulicy, ale przedewszystkiem obowiązek. Ponieważ mam obowiązek odwiedzać matkę mojej żony, odwiedzam ją więc, bez względu na to, czy mnie tam mile, czy niemile przyjmują.
Pani Janina wzięła się do pisania listu, a w dwie godziny później małżonek jej rozpierał się wygodnie w osobnym przedziale wagonu klasy pierwszej.
Pociąg pośpieszny pędził całą siłą pary, przebiegając pola i lasy i wlokąc za sobą kłęby czarnego, gryzącego dymu.
Pan inżynier przybywszy do Warszawy i przebrawszy się w hotelu, pośpieszył przedewszystkiem do teatru.
Czyniąc to, miał cel podwójny: zobaczyć sztukę, której nie znał jeszcze i dowiedzieć się od znajomych czegoś pewnego o sukcesyi, jaka na rodzinę Lubiczów spaść miała.
Człowiek bardzo wyrachowany i przezorny, lubił działać oględnie, opierając się na pewnych podstawach.
W teatrze było pełno osób, grano poraź trzeci dopiero nową sztukę rozgłośnego autora, wszystkie miejsca były zajęte.
Podczas antraktu pan inżynier wyszedł do „fo-