Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

żeby stateczna, bogata kobieta, pani obywatelka, dziś się na takie zdzierstwa puszczała. Kulasińskiemu też podwyższyła. Powiada, że teraz podatki większe, nieprawda! nie podatki, tylko chciwość! Że sama sobie pani, że kamienicę ma, że ją głowa o nic nie zaboli, że na nią jedną tylu lokatorów pracuje, to jej jeszcze mało, jeszczeby chciała z biednego narodu skórę ściągać. Oni wszyscy tacy ci bogacze! każdy z nich jak worek dziurawy, co go niczem nie zapchasz. Słyszane to rzeczy komorne podwyższać i komu? Biednej wdowie, samej, opuszczonej, sierocie... biednemu szewcowi... i to o całego rubla! bo żeby, dajmy na to, o pół, niechby o pięć złotych, ale zaraz o rubla, jakby to ruble z nieba spadały. Nieprawdaż mój Józefie?
— Trochę prawda, a trochę i nie. Kulasiński nie biedny, i jak przeszłego roku córkę za mąż wydawał, to czystemi pieniędzmi pięćset rubli na stół położył, a zaś nasza gospodyni, po sprawiedliwości mówiąc, jeszcze nie najgorsza, insze gospodynie podwyższają co rok, a niektóre zdzierce co kwartał, po tamtych kamienicach ciągłe przeprowadzki, tu każdy siedzi na miejscu. Jak nastałem tu na stróża po nieboszczyku Onufrym, będzie temu już trzynaście lat na Święty Michał, jeszcze się przy mnie żaden lokator nie ruszył. Którzy wtenczas byli i siedzieli, na dzisiejszy dzień są i siedzą. Jedne kawalery z facyatki zmieniają się często, ale wiadomo pani, że taki naród miejsca nie zagrzeje.
— Józef zawsze za gospodynią trzyma...
— Nie tak za gospodynią, jak za sprawiedliwo-