Strona:Klemens Junosza-Wojtek Więcior.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Droga po za chałupami i zabudowaniami gospodarskiemi stosowała się do linii rzeki i szła kręto, w załamaniach i krzywiznach, a domy przy niej stały frontem, bokiem, tyłem, bliżej, dalej, rozmaicie... Widać z tego powodu nazywano owa wioskę Pokręcona Wólką.
Wyglądała ona zdaleka dość malowniczo. Około chat były sady wiśniowe, ogródki warzywne, konopie lasem rosły, fasola pięła się po tyczkach, pękate dynie leżały w bruzdach, makówki duże i pełne, chwiały się na wysokich łodyżkach... Jak zwyczajnie na wsi, gdzie dobra ziemia daje chleb dla życia — i owoc słodki i kwiatek pachnący — dla smaku i uciechy.
Bywało wieczorem, gdy ciepło, ludzie przed chaty wylegną, starzy, to usiadłszy, to stojąc, gawędzą o kłopotach, dziewuchy przekomarzają się z chłopcami, dzieci, koszuliny podkasawszy, po rowach brodzą, lub przewracają się po piasku jak psiaki.
Im dobrze... trochę piasku, trochę wody i już uciecha, lada badyl, lada kamyk rozweselenie i zabawa.
Znać życie w całej wsi: przed każdym domem gwarno, wszędzie rozmowa i śpiewy — tylko przed tą wpół rozwaloną chatą nad brzegiem, cisza, zawsze cisza...
Nikt nie wyjdzie z niej na ulicę, aby sąsiada pozdrowić, żywa dusza się nie odezwie... Czasem tylko pies kudłaty wyjrzy na drogę, zawyje żałośnie i, podkuliwszy ogon, wraca na swoje podwórko.
Niemiły pies, ponury, zły, nigdy się nie łasi, z innemi psami po ulicy nie zbytkuje, a jak kto,