Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


garść makaroników i cukierków, skonsumował bez żadnej trudności; przytem nie żałował sobie ani wódki, ani piwa, ani rodzenkowego wina, ani araku do herbaty.
Młoda żona szepnęła mu delikatnie do ucha:
— Słuchaj, ty paskudniku, jeżeli ty codzień tak jadasz, to lepiej daj mi odrazu rozwód, bo ja nie chcę, żeby mój posag był umieszczony w twoim bezdennym brzuchu.
Lejbuś mruknął znacząco i odpowiedział półgłosem:
— Ty mnie jeszcze nie znasz, Reginko, ty nie wiesz, jaki ja jestem skąpy. Za własne pieniądze ja jeść nie lubię, ale teraz, na weselu... Powiedz moja kochana, kto sprawił to wesele?
— Jakto kto? Rodzice.
— No, właśnie; rodzice sprawili, więc lepiej, że ja zjem, niżby goście mieli zjeść; niech się więcej w familii zostanie. Czy nie mam racyi?
— Masz bardzo śliczną racyę i mnie to cieszy, że jesteś mądry.
— A wiesz, Reginko, dlaczego ja tańczyłem tak gwałtownie?