Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dawał przytem, iż żywi niepłonną nadzieję, że i on, Izrael Meir Zwanzig, nie będzie zapomniany i znajdzie się w liczbie przyjaciół, zaproszonych na tak zwane „chrzciny.“
Pan I. M. Zwanzig miał bardzo liczną klientelę, a na skutek tego dobre jedzenie i picie było dla niego niemal rzeczą powszednią.
Powierzchowność jego świadczyła, że czasu napróżno nie tracił i że sprawę odżywiania szlachetnego swego organizmu traktował poważnie.
Miał brzuszek bardzo ładnie zaokrąglony, policzki pełne i czerwone, wargi grubo mięsiste, a oczy zawsze świecące. Oczy tego obywatela były maleńkie, ginęły bowiem w warstwie tłuszczu i wyglądały na świat, jakby przez szparę, ale pomimo tego były bardzo ruchliwe i bystre, malował się w nich spryt jakiś szelmowski i przebiegłość.
Lejbuś na swem weselu czuł się bardzo szczęśliwym; jadł różne doskonałe rzeczy, posilał się, jakby na całe miesiące głodu, chociaż go głód nie czekał.
Rosół z kaczki, skrzydło z gęsi, całego śledzia, parę kawałków nadziewanej ryby, porcyę tortu,