Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się przekupki, sprzedające latem owoce, a zimą obwarzanki, makagigi i inne delicye dla niewybrednych smakoszów.
Jeżeli komu wypada codziennie droga tamtędy, ten zauważył zapewne, że w narożnych oknach pierwszego piętra gmachu i od ulicy Zimnej, w oknach przyozdobionych białemi firankami, bardzo często wieczorem jaśnieje światło rzęsiste, dolatują ztamtąd tony bardzo skocznej muzyki, a przez szyby widać podrygujące sylwetki ludzi, należących do jednej rasy, jednego typu, a dzielących się pomimo to na wiele najrozmaitszych odcieni.
Przypatrzywszy się bacznie z pewnego oddalenia, zobaczyć można damy wydekoltowane, damy w spacerowych sukniach, w okryciach; matrony w staroświeckich perukach i tupetach na głowach, we francuskich szalach na ramionach; mężczyzn w chałatach, w hasydzkich czapkach, na tył głowy zsuniętych, to w długich sakpaltach i kapeluszach filcowych, to zupełnie „en forme“, we frakach, białych krawatach i w cylindrach.
Możnaby mniemać, że zeszli się tu przedstawiciele wszelkich odmian i gatunków żydów war-