Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rya młodości, wspierana przez miłość i nadzieję, a oprócz tego, że śmiała, jest piękna, a oprócz tego, że piękna, jest szlachetna.
To tylko szkoda, że szlachetne rośliny warzy przedwcześnie nieubłagany mróz życia i że łamią je wichry przeciwne...
Właśnie, gdy zakochani, uśmiechnięci, przechodzili przez cienistą aleję parku, snując rozkoszne plany przyszłości, pan Lufterman w tej samej chwili zrobił z nich prezent przyszłemu zięciowi. Ani im na myśl nie przyszło, że mogą być przedmiotem darowizny i że są już policzeni, jako dodatek do posagu panny Reginy Lufterman.
Długo chodzili tego wieczora; w pogawędce serdecznej, szczerej, w szeptach, uśmiechach, szybko zbiegał im czas. Słońce złożyło złocistą głowę na spoczynek; księżyc zajaśniał na niebie i rzucił srebrne smugi na stawy Łazienkowskie, oświetlił piękne posągi, uroczy teatr na wyspie; promykami swemi przeciskał się przez zieleń drzew parkowych, przeglądał w oczach zakochanych par i cicho, łagodnie, płynął po lazurowem niebie, niby po niezmierzonej toni oceanu.
Nie dziw, że podczas nocy tak pięknej, ludziom