Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pak. Jest wesoły zawsze; śmieje się, gdy bierze pieniądze, śmieje się, gdy płaci. Nazywa mnie Belzebubem, a raz wymalował taki obrazek, że ja niby sobie siedzę w piekle, a dyabli mnie szturchają żelaznemi widłami.
— To bardzo głupie malowanie; jabym się rozgniewał.
— A ja nie; ja się śmiałem, choć było mi gorzko w sercu i od tej chwili podniosłem mu procent.
— Bardzo słusznie.
— Spodziewam się! Kto chce się śmiać i mieć wesołość, niech płaci; przecie i w teatrze biletów darmo nie dają.
— On mnie może też wymalować.
— Niech maluje. Ty mu nawet pozwól weksle malować; możesz jechać śmiało do tysiąca rubli.
— Tak?...
— A tak; ja się o niego dowiadywałem. On ma duży talent, on daje obrazy na wystawę; jemu może się trafić taki magnat, co odrazu da mu za obraz kilka tysięcy rubli. Przytem on jest bardzo ładny chłopak; on się dobrze ożeni. Widzisz, kochany Lejbuś, że ja ci nie daję złych podarunków; przeciwnie, co ci ofiaruję, to jest sam smak. Jeszcze do-