Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pokazało się, że pisze i to bardzo zawzięcie.
Chwilami przerywa pisanie, obejmuje głowę rękami, myśli, natęża wszystkie siły ducha i znów pisze.
Co on może pisać? Przecież nie rachunki, gdyż z interesów wycofał się już dawno i chyba tylko wtedy je robi, gdy się coś wyjątkowo korzystnego trafi, albo gdy go kto do bardzo zyskownej współki namówi; chyba też nie księgę nabożną i uczoną, bo dziadzio nie jest biedakiem, żeby potrzebował się taką pracą zajmować. Dziadzio jest uczony, zna się dobrze na księgach, czytał w życiu swojem wiele, ale nie było praktyki, żeby je sam kiedykolwiek pisywał. Więc co on może pisać?
Może testament? Ale na co mu testament? Pan Bóg nie dał mu licznego potomstwa, wszystkiego dwóch synów i córkę, obadwaj synowie młodo umarli i obadwaj bezdzietnie; została tylko córka pani Jenta, obecnie pani Jenta Hapergeld, więc po co testament? Co dziadzio może po najdłuższem życiu zostawić, to należy się sprawiedliwie pani Jencie, a potem znów jej dzieciom. Może chce robić zapisy na cele dobroczynne, na szpital, albo na bożnicę; ale i to chyba nie, bo nigdy o zamiarach podobnych nie wspominał.