Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dziękuję.
— Na wyjazd, na wypoczynek, przydałoby się.
— Nie, nie trzeba.
— Jak pan chce. Ja pana namawiam, odpocznij pan trochę, miesiąc, czy półtora. Dostaniesz pan trochę lepszą siłę. Ja ze swoją pretensyą, chociaż mam straty na panu, poczekam.
— A inni?
— Innym ja każę; bądź pan spokojny. Czy dać panu jeszcze pieniędzy?
— Dziękuję i jeżeli panowie przez ten czas będziecie czekali, to znajdę środki na wyjazd.
Dał się przekonać; nietyle dla siebie, ile dla żony i dzieci.
Pojechali.
Mieli pokoik w chłopskiej chacie pod lasem; dzieci były uszczęśliwione, biegały po polach, goniąc motyle; blade ich twarzyczki opaliły się trochę i nabrały rumieńców.
Pan Karol odpoczywał, ale nie odrazu się do tego odpoczynku mógł przyzwyczaić.
Gdy rano oczy otwierał i wzrok jego padł na sosny, które przez okna widać było, to mu się zdawało, że to nie drzewa, lecz ludzkie żyjące posta-