Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziwych lichwiarzy. My panu nie zrobimy krzywdy, nikt z nas panu nie dokuczył, nie szykanował, nie robił przykrości. Bierzemy trochę procentu, to trudno; my potrzebujemy żyć. My nie mamy stałej pensyi w fabryce, nam nikt nie da ślicznego zarobku do domu. My musimy inaczej na kawałek chleba pracować.
— Zapewne...
— Tak, było panie, na świecie i tak będzie. To brzydkie słowo lichwiarz niech panu nawet do głowy nie przychodzi, bo pan prawdziwych lichwiarzy, zdzierców, jeszcze nie widział. Widzisz pan, my jesteśmy inni ludzie, porządni ludzie jesteśmy. Ja naprzykład sam pana namawiam, odpocznij pan cokolwiek. Pan mówisz, że ja nie pozwalam, a właśnie ja pana proszę — jedź pan... Może panu braknie pieniędzy?... Ja dam.
— Wiesz pan, że od dość dawna nic nie biorę, tylko oddaję.
— I w tem, proszę pana, nie jest dobry rachunek.
— Nie?
— Dlaczego nie masz pan brać? Miałbyś pan więcej spokoju, łatwiejby panu było.