Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie żyją z nikim prawie, od ludzi trzymają się zdaleka, rozrywek żadnych nie znają; myśl ich jednem tylko zajęta, jak rozdzielić zarobek, żeby zadowolnić wszystkich... przyjaciół, a sobie kupić spokój, chociaż na miesiąc.
Jeden miesiąc spokoju, to bardzo wiele!
Pewnego razu pan L. B. Hapergeld spostrzegł, że pan Karol bardzo źle wygląda.
— Co panu jest? — zapytał.
— Nic.
— Pan chory jesteś?
— Chwilowe to osłabienie zapewne.
— Trzeba się leczyć. Jedź pan gdzie na wypoczynek, to nie drogo kosztuje... Ja panu nastręczę śliczne mieszkanie w Mrozach.
Widocznie przyszły mu na myśl nauki dziadka, że trzeba czasem dać folgę dłużnikowi dobremu.
Pan Karol uśmiechnął się gorzko.
— Ja, wyjechać?
— Kto panu broni?
— Pan, drugi, trzeci, piąty...
— Daj pan pokój, nie narzekaj pan. Masz pan do czynienia z porządnymi ludźmi. Pan mówisz, że oni są lichwiarze. Pan nie znasz jeszcze praw-