Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zwłoki; jeżeli więc pan etc... jeszcze zwłoki, to ja już nie potrafię tego wytrzymać.“
Czarna giełda odbywa codzień swe posiedzenia stojące i burza, czy pogoda, mróz, czy słota, kapitaliści zawsze są na swych stanowiskach.
W soboty tylko i w święta pusto jest na chodnikach; bagienko śpi.
Pozostaje jeszcze powiedzieć kilka słów o losie państwa Karolów. Nic się nie zmieniło w ich domu, dzieci tylko podrosły, a jemu i jej zmarszczek trochę przybyło.
I musimy znowu powiedzieć o tych dwojgu ludziach to samo, co na początku naszego opowiadania.
Nie stary on, a przecież siwy; nie chory, a jednak skulony, jak gdyby go wielki ciężar bólu przytłaczał; nie próżniak, a przecież zawsze biedny; nie pijak, a zatacza się nieraz, tak go własna niedola odurza.
Kobieta przy nim tak samo złamana, a oboje idą przez życie, niosąc ciężar obowiązków.
Żyją z sobą dopiero lat piętnaście, a już mają wszelkie prawo do złotego wesela, bo te lat piętnaście pięćdziesięciu się równają.