Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


procent umiarkowany, ale honorowy; można z tego fachu cokolwiek żyć, zwłaszcza, gdy się ma parę tysięcy rubli w obrocie, ale przynajmniej nikt nie mówi na kapitalistę, że jest lichwiarzem.
Pan Immerschlecht zupełnie stracił humor i na seryo myśli o wyjeździe; nie do Argentyny, bo to głupstwo i czysta komedya, ale do Ameryki Północnej, do Stanów Zjednoczonych, gdzie kwitnie wolność.
— Proszę pana — mówi — to jest kraj... Ja biorę sobie naprzykład do kieszeni dwie flaszki dobrej wódki i kieliszek. Ja sobie staję koło fabryki i ja sobie krzyczę: — uiskij! uiskij! Każdy robotnik przychodzi do mnie na kieliszek, ja zbieram pieniądze; nie płacę patent, handluję sobie spokojnie. Ciotka moja, która w Ameryce jest, tak opisuje ten złoty kraj! To rozkosz prawdziwa, to życie!
Tutejsze stosunki zupełnie panu Immerschlechtowi obrzydły; już nie chodzi do swoich klientów, ale pisuje do nich listy otwarte pocztą miejską. Nic go tak bardzo nie oburza, jak wszelka zwłoka w terminie zapłaty.
„Pańskie zwłoki — pisze do swego klienta — w gardle mi stoją, życie mi się przykrzy od tej