Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w sobie wielką siłę i zapragnęła objąć wszystko, zagarnąć w swoje ręce własne, co się tylko zagarnąć dało. Nie zważając na układ, zabierała klientkę po klientce swemu mężowi. Dawała pieniądze na spłatę jego pretensyj, mówiąc przytem słodziutkim głosem:
— Widzi pani, ja jego bardzo kocham i bardzo żałuję. On już nie młody, on spracowany, jemu należy się odpoczynek po tylu latach trudów. Ja chcę go zastąpić; chociaż mam delikatne zdrowie i ciężko mi chodzić po schodach, ale jestem od niego młodsza i łatwiej sobie dam rady, aniżeli on...
Jak dojrzałe jabłka na jesieni odpadają z gałęzi, aby już więcej nigdy do swego rodzinnego drzewa nie powrócić, tak klientki pana Karawanera odpadały od niego raz na zawsze.
Pani Jenta umiała się z niemi zaprzyjaźnić, stać się ich powiernicą i doradczynią niezbędną.
Zdolna kobieta odrazu się poznała na takich interesach, o których, tyle lat przeżywszy na świecie, nie miała żadnego wyobrażenia.
Taki już talent z natury!
Szymon Karawaner został ogłodzony podwójnie.
Ponieważ żona po całych dniach biegała za inte-