Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mu nie przeszkadzał. Taki staruszek potrzebuje spoczynku. I wczoraj tak samo było; usnął, wszyscy wyszli z tej stancyi — niech sobie śpi. Spał godzinę zwykle, potem się budził i wołał o herbatę. Lubił po przebudzeniu się pić herbatę. Służąca nastawiła samowar, już był gotów. Czeka godzinę — cicho, dwie — też cicho, trzy — jeszcze cicho. Samowar zaczął stygnąć, służąca poszła do pokoju, powiedziała, że herbata stygnie — on nic; wzięła go za rękę... on już też ostygł. Dla sukcesorów śliczna śmierć, bez żadnego wydatku! Sługa narobiła gwałtu, ludzie się zbiegli. Pani Karawaner zaraz przyleciała i zabrała wszystkie klucze. Aj, aj! Co się tam działo! Karawaner był na mieście, dowiedział się o wypadku późnym wieczorem, ale już wtenczas nie było po co iść.
— Musiał bardzo żałować.
— Włosy sobie z brody darł, bo akurat tego dnia miał tysiąc rubli od teścia pożyczyć. Gancpomader mu przyrzekł i byłby mu dał na słowo, bez żadnego pisma, bez wekslu, bez kwitka.
— Czemuż nie brał?
— Właśnie miał przyjść wieczorem na herbatę i dostać te pieniądze.