Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jaki feler?
— Nie wiesz? — zapytał ironicznie dziadzio. — No, to powiedz mi, co ty zwykle jadasz?
— Ja jadam dobry obiad: trochę kartofli, trochę chleba, parę dzwonek śledzia, cokolwiek cebuli — czasem kawałek mięsa, w szabas kawałek ryby, co więcej potrzeba? Czasem szklankę herbaty, kieliszek mocnej wódki, trochę piwa, jeżeli zrobię dobry interes! Co mam sobie żałować? Nie mam dużo, ale jest rozmaitość.
— Ślicznie powiedziałeś; my wszyscy lubimy taką rozmaitość, a oni nie mają do rozmaitości gustu, oni lubią jednakowo. Jednakowo duże mieszkanie, duże ubranie, duża edukacya dzieci, duża zabawa, duże jedzenie, wszystko duże. Oni lubią codzień jeść mięso, czasem dwa i trzy razy mięso, oni lubią wino, oni lubią grać w karty, lubią wystroić swoje żony i swoje córki i iść z nimi na bal. Oni lubią... czego oni nie lubią! Właśnie dlatego, że dużo z pomiędzy nich ma pańskie fanaberye, że nie mają zdolności do rachunku, ani do współek, że lubią zawsze jednakowo, więcej dobrze, niż średnio i więcej dużo, aniżeli mało — my i nasze dzieci będziemy mieli zawsze co jeść.