Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pieniądze; popychano go, szturchano, ktoś go nawet zębami za rękę uchwycił, ale on cierpienie znosił mężnie, a banknotów bronił, jak bohater. Twarz jego stała się czerwona, jak ogień, pokrył ją pot kroplisty, oczy na wierzch wyszły, usta zapieniły się, a piękna broda ruda, potargana i pomięta, świadczyła o bohaterskim zapale.
Lwica nie broni rozpaczliwiej lwiątka, ale też i lwy nie napadają waleczniej.
Podobno Homer widział walki zażarte, ale takiej z pewnością nie widział.
Zaledwie interwencya ludzi poważnych położyła kres batalii; rozepchnięto walczących, którzy jednak nie przestali krzyczeć wielkim głosem, mogącym mury wstrząsać i nie przestali wygrażać sobie nietylko pięściami, ale denuncyacyą, policyą, sądem, kryminałem.
Dziadzio Gancpomader mówił później, że w życiu swojem nie widział podobnej awantury i tak burzliwego posiedzenia, jak wówczas.
Była wprawdzie przyczyna i przyczyna poważna, była kwestya istotnie zawikłana i gruba kwestya, ale ostatecznie dałaby się załatwić w sposób pokojowy i zgodny, jak przystoi na poważnych lu-