Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Człowiek, którego szanują w ogóle — jest szanowny; człowiek, cieszący się poważaniem przed Bankiem, jest dziesięć razy szanowny.
I na odwrót, można mieć awanturę, być oplwanym, spoliczkowanym nawet, to jeszcze nie hańbi; ale dostać w twarz przed Bankiem, to najokropniejszy dyshonor, to plama, którą trudno zatrzeć — nawet banknotem.
Zemsta, zwana rozkoszą bogów, dzika, straszna zemsta, wyrosła na gruncie zawiści fachowej i konkurencyi, przejawia się nieraz w sposób brutalny. Mściwy człowiek czyha, czai się, aż złapie przedmiot swej nienawiści i shańbi go... przed Bankiem.
Dziadzio Gancpomader, jako stały członek czarnej, wędrującej giełdy, widział nieraz takie zdarzenia i godna jego dusza trzęsła się w nim z oburzenia i grozy.
— Łajdaki i łotry! — wołał dziadzio — nie macież to prywatnych mieszkań, wreszcie bawaryj i restauracyj, wreszcie innych ulic do załatwiania takich spraw? Bijcie się wszędzie, gdzie tylko chcecie, ale nie tu!
Spoliczkować porządnego kapitalistę przed Bankiem, czyż może być większa kompromitacya!