Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Może ja słyszałem, może nie słyszałem, to wszystko jedno; nie trzeba się spierać o takie głupstwo. Była, czy nie była, mała rzecz, sufit z tego powodu się nie zawali, ani piec nie wyskoczy przez okno.
— Przepraszam ojca, to wcale nie jest głupstwo — rzekł pan Karawaner — to duża rzecz; ja nie mogę na to pozwolić.
Pani Jenta zaczęła się unosić.
— Aj, ojcze — rzekła — żeby moje wrogi wpierw byli nogi połamali, nim ja za niego poszłam. Ja mam teraz słodkie życie, piękne życie mam z takim zazdrośnikiem!
— Nie pięknie jest być wielkim zazdrośnikiem — wtrącił dziadzio.
— A pięknie jest robić mężowi krzywdę? Poczciwie to jest?
— Cóż ona ci robi?
— Ona mi handel psuje, ona mi moje interesantki zabiera! Póki szło o małe rzeczy, to ja siedziałem cicho, ale widzę, że bierze się do większych. Ja tego już wytrzymać nie mogę. Z czego ja mam żyć, jeżeli ona mi będzie odbierała mój zarobek? Jakie ona ma do tego prawo? Tak sobie handluje, jak w swoim własnym interesie. Co to za rozbój jest!