Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


być dobry, ja o tem zdania nie mam. Niech mnie ojciec zapyta o jaką damę, to wcale co innego.
— Ja wiem, żeś znawca.
— Ale jaki znawca! W całej Warszawie drugiego takiego nie znajdzie. Niech raz spojrzę, to już wiem. Ja miałem dużo praktyki i rozmaite zdarzenia; mało kiedy się myliłem.
— No — wtrącił z uśmiechem dziadzio — powinieneś i żonę tego fachu trochę nauczyć.
Pan Karawaner pogładził brodę i rzekł:
— Proszę ojca, ona jest bardzo zdatna kobieta, puszcza się na mały handelek z mojemi klientkami i pożycza im na zastawy. Tylko chciwa jest bardzo, cały dochód lubi dla siebie zabierać.
— No, a dla kogo mam brać? Może dla męża? Czy ja mężowi bronię zarobić?
— Chciwa jest i skąpa.
— Kto w skąpstwie żyje, w majątku umiera — wtrącił dziadzio.
— Ona lubi spekulować. Wszystkie moje panie zna, jak zły grosz.
— One też niewiele wiecej warte od złych groszy.
— W takim razie, dlaczego chętnie z niemi handlujesz i mnie zarobek odbierasz?