Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wactwie ducha z owymi wielkimi ludźmi, u których perły znaczyły tyle, co kasza, a złoto nie wiele więcej od piasku. Czyż więc może nie być przyjemnie nosić takie wspaniałe nazwisko?
Pani Jenta musiała przyznać słuszność argumentom Izraela Meira — i sympatya jej zaczęła się zwracać w stronę poważnego finansisty.
— Pani nie wiesz — mówił Zwanzig — jaki on ma piękny kawałek chleba... On handluje tylko z kobietami...
— Ha, może on łobuz jest?
— On jest Szymon Karawaner. Kto ma wąsy, lub brodę, nie dostanie od niego ani grosza i to jest słuszna rzecz. Każdy człowiek powinien mieć swoją specyalność. On ma swoją, on tylko z damami...
Pani Jenta skrzywiła się na to.
— Nie potrzebujesz się pani krzywić — rzekł Izrael Meir — interes to jest bardzo korzystny. Panowie mówią o Szymonie, że do niego należy całe pół świata. Słyszałaś pani, żeby kto miał taką piękną opinię? Żebym panią wyswatał za milionera, nie miałabyś pani takiej uciechy; bo cóż: Milioner ma milion, niech dwa, niech trzy...