Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nia, że jest grubianin i że uczyni dobrze, jeżeli natychmiast znajdzie się za drzwiami i progów tego mieszkania już nigdy w życiu swojem nie przestąpi.
Zwanzig przyjął ten atak z przedziwną obojętnością i nie odpierał go wcale. Siedział na krześle, jak poprzednio, w tej samej pozycyi i palił strasznie pachnące cygaro, zapewne pamiątkę z ostatniego wesela. Kiedy potok wymowy pani Jenty zupełnie już wypłynął i kiedy głos zaczął jej posłuszeństwo wypowiadać — wówczas Izrael Meir wyjął z ust cygaro i rzekł najobojętniej:
— Ja się bardzo dziwię, że pani dotychczas jeszcze nie zmarnowałaś sukcesyi po swojej kochanej babci.
— Jakiej sukcesyi? jakiej babci? Wy macie chyba źle w głowie!?
— Wcale nie; ja mam dobrze w głowie i posiadam doskonałą pamięć. Znałem pani babcię; była to bardzo poczciwa straganiarka, trudniła się sprzedażą zieleniny i robieniem wielkiego krzyku od rana do wieczora... Pani ten drugi gatunek zatrudnienia wzięłaś po niej w spadku. Nie ma się czego pysznić z tak wielkiej familii i z takiej