Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Niech jego oko zaboli — dorzuciła pani Pytelson — nie trzeba uważać na głupie gadanie.
Wszystkie trzy damy umilkły i zaczęły się bardzo głęboko zastanawiać nad tem, co powiedział Zwanzig. Rozważały wszystkie jego słowa i każda z nich przyznawała w duchu, że Izrael Meir nie jest taki głupi, jak im się wydawał na razie. Osoba najbardziej w danym wypadku interesowana, pani Jenta, przyszła do wniosku, że wywody tego człowieka o różnych gatunkach żółci i gatunkach zmartwienia są bardzo bliskie prawdy, może nawet całkiem prawdziwe. W samej rzeczy, jedno zmartwienie idzie do serca, inne do głowy. Jest to fakt niezaprzeczony.
Tego samego zdania była i pani Fajerwerk, gdyż po namyśle rzekła:
— Moje kochane panie, między nami powiedziawszy, Izrael Meir dobrze mówił i my obeszłyśmy się z nim zanadto popędliwie.
— Może być.
— Nietylko możebyć, ale tak jest. Ja właśnie myślę nad tem, czy drugi mąż jest rzeczywiście zmartwieniem w takim gatunku, o jakim wspominał Zwanzig?
— Na co pani masz myśleć, dlaczego psuć sobie