Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czemu panie trzymacie takie gałgany? — wtrąciła trzecia dama, pani Pytelson.
— Co mamy trzymać? Gdzie pani widziała jedwabną albo aksamitną sługę? Pokaż pani taki kawałek złota, zrobimy zaraz licytacyę!
— Dobre sługi — wtrąciła, wzdychając, pani Fajerwerk — gdzie teraz są dobre sługi? Żeby taką choć czasem w teatrze pokazali, zapłaciłabym dobrze za bilet, na moje sumienie! Uważam, że kochana pani Pytelson nie narzeka na swoją.
— Masz pani racyę, ja nie narzekam.
— No, no, pochwal się pani, pokaż nam ten cymes!
— Ja znalazłam dobry sposób: jednego gałgana już odpędziłam, a drugiego jeszcze nie przyjęłam, teraz więc mam spokój.
— Dobry sposób. A kto pani usługuje?
— Przychodzi jedna stara żydówka, ciotka mego męża, biedna kobieta, ona gotuje trochę obiadu.
— A kto sprząta, zamiata?
— Nikt. Na co? Ja wolę przez cały tydzień siedzieć po pas w śmieciach, aniżeli przez jedną godzinę kłócić się ze sługą. Od śmieci jeszcze nikt nie umarł, a od sług wiele delikatnych kobiet zdrowie straciło. Wierz mi pani, że cała moja słabość,