Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Taki sobie zaprowadził od niejakiego czasu obyczaj i tego obyczaju się trzyma.
Przymrużając powieki przed niedyskretnem słońcem, które lubi porządnym żydówkom w oczy zaglądać, przechylając się z boku na bok, toczyła się pani Jenta do swej ulubionej ławeczki pod kasztanem, gdzie zazwyczaj o tej porze dnia siadywały inne delikatne damy, również skłopotane i cierpiące, a zawsze chętne do przyjemnej dyskusyi.
— Dzień dobry paniom.
— Dobry rok pani. Młoda wdówka potrzebuje używać trochę spaceru.
— Niech moje wrogi tak spacerują — odrzekła pani Jenta — ja ledwo idę.
— Gdzie pani podziała swoje kochane córeczki?
— Poszły do swojej wujenki; w domu została tylko sługa. Ciekawam kogo ona teraz przeklina, chyba ścianę, albo piec. Nie uwierzy pani, kochana pani Fajerwerk, jaka ta moja sługa pyskata! Jak otworzy swoją buzię, to z niej leci gorąca siarka ze smołą.
— Niech kochana pani Hapergeld nie narzeka, z mojej lecą same dyabły, oby się na nią obróciły!