Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oddech do gęby. Pan sobie siedzi na ładnem krzesełku, koło pieca, panu ciepło jest, a ja muszę się chlapać po błocie, ja muszę myślenie w głowie mieć, ja muszę zmartwienie mieć, ja wszystko muszę.
Na powstrzymanie tego potoku wymowy jedynym środkiem był rubel. Jak tama wstrzymuje wezbrane fale rzeki, tak on hamował wylew elokwencyi pana Chaima. Odchodził uspokojony nieco, ale tak strasznie wzdychał i jęczał, jak gdyby spadło na niego bardzo wielkie nieszczęście. Taka pieśń bez słów kończyła każdą jego wizytę.
Westchnienia i jęki słychać było jeszcze na schodach, w bramie, na ulicy. Odchodził bardzo smutny i pocieszała go tylko ta myśl, że za tydzień powróci i znowu kilka rubli wypłacze.
Niekiedy, gdy pan Karol, dzięki większym zarobkom, spokojniejszy był trochę i regularnie wszystkim mógł płacić, urządzali mu niespodziankę: który z wierzycieli odprzedawał swoją summę specyaliście od egzekwowania długów.
Taki pan przysyłał drukowane wezwanie, zaczynające się od słów: „Nabiwszy od pana X. X. pretensye etc., upraszam o uregulowanie w przeciągu dni trzech, albowiem inaczej przymuszony będę