Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Mówiłeś pan przecie, że własnych kapitałów nie posiadasz.
— Ja nie posiadam, ale byłem przymuszony posiadać — i co z tego mam?
— Bierzesz pan straszny procent.
— Co procent! Co to znaczy! Procent, to jest dopiero procent, a gdzie moje chodzenie, gdzie moje zmartwienie, gdzie moje zdrowie jest? Taki interes, to czysta zguba. Onegdaj przyszedłem do pana z Gęsiej ulicy i dostałem za fatygę rubla. Tak ślicznie pan szanuje moje nogi!
— Mój panie, posłaniec publiczny robi dziesięć kursów za rubla.
— Co mnie pan równa do takiego chama! On ma bydlęce zdrowie i nogi, on może chodzić, a ja jestem człowiek delikatny.
— Eh! — rzekł zniecierpliwiony pan Karol — pan jesteś przedewszystkiem wałkoń i próżniak i myślisz tylko o tem, jak komu grosz wyrwać z kieszeni.
— Ja jestem próżniak? Ja wałkoń? Jak żyję, nie słyszałem takie brzydkie słowo. Ja ciężko pracuję, ja tak pracuję, jak wół, ja muszę iść do jednego pana, do drugiego pana, muszę chodzić do sądów, do komorników, ja nie mogę złapać trochę