Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Szczęście, że pan Karol miał w domu doskonałego lekarza w osobie swej żony. Ta miała zawsze pod ręką bardzo skuteczne środki: esencyę herbaty, wodę różaną. Pomagało to niekiedy na drganie powieki, ale czarnej muszki nie było w stanie odpędzić.
Ale mniejsza o muszkę; pana Karola to głównie bolało, że dzień ma tylko dwadzieścia cztery godzin, a nie czterdzieści ośm, a człowiek tylko jednę głowę posiada, zamiast dwóch — w dodatku i ta jedna niekiedy cierpiała i wymawiała posłuszeństwo, bez względu na to, że za kilka dni przypadał jaki przykry termin, bez względu, że lada chwila mógł przyjść sam pan L. B. Hapergeld i żalić się na swój ciężki los.
Istotnie, biedaczysko, on taki spracowany! Rano był u kilku wierzycieli i w sądzie, w południe musiał odbywać „posiedzenie stojące“ przed bankiem, przed wieczorem znów fatygował się do kancelaryi komornika, którego względom przymuszony był polecić jednego ze swych dłużników.
Już nóg nie czuje, zdrowie stracił i musi do Karlsbadu jechać, ratować życie, odzyskać siły zniweczone i stargane.