Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nieprawda!
Nie wyrwiesz się i nie pobiegniesz — zginiesz. To nie głębina jeziora, to nie wir wartkiej rzeki, z którym możesz walczyć ramionami silnemi.
Nie; to błoto oślizgłe, lepkie, błoto pod warstwą zieleni. Ono cię nie pochłonie, jak rzeka, ale cię zje powoli, wciśnie cię w siebie, wchłonie. Ono swych ofiar nie zabija odrazu, ale połyka je powoli, jak wąż, wysysa, jak pająk.
To jest bagno...
Zapadłeś tylko po kostki, a jesteś uwięziony na zawsze; chcesz się wydobyć — toniesz głębiej — szarpiesz się, chcesz wyskoczyć, gęsta topiel nie puszcza, chłonie cię po odrobinie, po troszku; zapadasz głębiej o linię, o cal, ale zapadasz stale i bez przerwy.
Bagno nie zna spoczynku w pochłanianiu. Bo i z jakiej racyi ma znać spoczynek, skoro bez żadnego trudu pochłania. Ofiara zapada się własnym ciężarem, a każdy wysiłek, w celu wydobycia się podjęty, bardziej ją tylko w głąb popycha.
Ono jest grzązkie, rozstępuje się pod twoim ciężarem; zabiera cię po pas, po szyję, po brodę; lepkie błoto tamuje ci oddech — dusisz się, giniesz śmiercią powolną, okropną śmiercią. Przepadłeś, błoto zam-