Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Któżby mu za taką pracę i za tyle kłopotów nie dał przyzwoitego honoraryum!
Nowy kapitalista przedstawił się panu Karolowi jako człowiek dobroduszny i spokojny.
— Panie — mówił — ja się nie zapieram; ja jestem lichwiarz, ale nie taki, jak te inne łajdaki. Chcę zarobić, mam żonę i dzieci, potrzebuję chleba, ale nie mam serca gubić kogo. Ze mną pan może, jak chce. Pan Hapergeld inaczej postępuje, on jest co innego. Ja go znać wcale nie chcę i mówić z nim nie lubię, to... łajdak!
W rzeczywistości nowy kapitalista, który z takiem oburzeniem o Hapergeldzie mówił, był jego wspólnikiem.
Biedny pan Karol! Oplątywały go coraz bardziej cienkie nitki, skręcone w misterne węzełki; nie zdążył jednej zerwać, a już dwie, trzy, przyczepiały się do niego i zaciskały mocniej, coraz mocniej. Wyjścia z tego położenia nie było.
Zdarzało się i tak, że w Hapergelda wstępował duch dobry; łagodniał ten człowiek i skłaniał się do ustępstw, ale w takim razie w sprawę wdawała się pani Regina. Była zawzięta, jak Judyta na