Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



ROZDZIAŁ IX.
Trochę złudzeń, oraz o tem, co napisał dziadzio Gancpomader.

Bardzo szybko pani Janina przychodziła do zdrowia. Na bladej jej twarzyczce ukazały się rumieńce, siły zaczęły powracać. Wstępowała też w nią nadzieja, że przy staraniach znajdzie posadę i że za kilkogodzinną popołudniową pracę mieć będzie dochód, wystarczający na zapłacenie rat, które po Luftermanie, po tym poczciwym Luftermanie, trzeba było spłacać Hapergeldowi.
Pan Karol także miał jakieś nadzieje. Główny dyrektor biura zaczął go wyróżniać, powierzał mu najtrudniejsze roboty i dawał do zrozumienia, że wyższa posada, a co za tem idzie i wyższa pensya, jest tylko kwestyą czasu.