Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pójdziemy; nie będziemy się wpatrywali w te barwy świetne, jasności i cienie, jakiemi Stwórca ziemię ozdobił, ale zajrzymy w głąb pewnej sfery stosunków, przez ludzi stworzonych, zajrzymy niby w głąb studni. Nie trzeba się obawiać zawrotu głowy, lecz patrzeć śmiało, bez drżenia, patrzeć i w tę otchłań ciemną, i w... samych siebie także, a może też nie jednemu przyjdzie do głowy, żeby studnię zdradziecką, gotową niebacznego przechodnia pochłonąć — ocembrować przynajmniej, jeżeli nie zasypać zupełnie; może niejeden powie młodemu: „Omiń zasadzkę, bo zginiesz!“ — a nieszczęśliwego, który nad skrajem przepaści się znajdzie, pochwyci w porę za rękę, powstrzyma i na właściwą naprowadzi drogę. Ciemne tło niech nie odstrasza widza, bo prawdę poznać i znać trzeba, a nie wszystko, co życie daje, jest jasne i piękne. Drogi, po których kroczymy, nie są usłane kwieciem, nie są nawet wyłożone wszędzie, twardemi, lecz równemi kamieniami; nieraz ścieżka, po której nam od kolebki do grobu iść kazano, urywa się w manowcach i ginie, albo też na zdradzieckie bagno prowadzi. Kto zna niebezpieczeństwo, ten go unika, kto nie zna, na zgubę się naraża.