Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzicach i nareszcie, już jako ojciec kilkorga dzieci, spotyka się oko w oko z ciężkiem i trudnem zagadnieniem: „z czego żyć“?
Niechże odpowiedzą pedagogowie i hygieniści do czego jest zdolny człowiek, wychowany w podobny sposób? jaki pożytek może mieć z niego kraj i rodzina?
Fizycznie słaby, umysłowo nie rozwinięty, a raczej rozwinięty wyłącznie w pewnym, specyalnym, a zupełnie niepraktycznym kierunku, musi stać się wyzyskiwaczem i ciężarem społeczeństwa, jeżeli nie chce skonać z głodu — a trudno żądać od człowieka, żeby się na dobrowolną śmierć skazywał...
Pomiędzy żydowstwem małomiasteczkowem panuje nędza, o jakiej wyobrażenie mieć trudno — z niej też rodzą się różne niegodziwości i występki...
Przypatrzmy się bliżej skutkom owej nędzy, rozpatrzmy je szczegółowo, bo one boleśnie i dotkliwie dają się we znaki wszystkim warstwom narodu. Pod ich uciskiem jęczy chłop, idyocieje i marnuje się łyk małomiasteczkowy, cierpi obywatel ziemski, rzemieślnik, przemysłowiec, urzędnik, emeryt...
Nie ma w kraju klasy ludzi, na której ży-