Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dza, że przepisy wyznaniowe sprawiają, iż przedmioty spożywcze są o wiele droższe dla nich, niż dla chrześcian — i istotnie, gdyby nie niesłychana wstrzemięźliwość w pokarmach, wstrzemięźliwość, do jakiej tylko żydzi są zdolni, wielu z nich musiałoby umierać z głodu. Wierzyć trudno, jak mało żyd dla utrzymania mizernej swojej egzystencyi potrzebuje. Kromka chleba i cebula mu wystarcza; na liczną rodzinę obiad składa się z garnka kartofli z wodą, okraszonych odrobiną gęsiego smalcu, lub masła.
Jedynie w piątek na wieczór i w sobotę, raz na tydzień, żywią się trochę lepiej. W tym dniu najbiedniejszy nawet ma odrobinę wódki, trochę białego pieczywa i kawałek mięsa, albo ryby, naturalnie w mikroskopijnych dozach. Ta uczta szabasowa, na którą cała rodzina z wielkiem utęsknieniem przez cały tydzień oczekuje, dodaje im siły do dalszego sześciodniowego postu.
W ostatnich czasach, w pewnych organach prasy warszawskiej, rozwodzono się bardzo nad lichem żywieniem się chłopów — ale chłop jakość pokarmów wynagradza ilością i niezawodnie zjada na dzień tyle, ile żyd nie zje przez tydzień. To też chłop jest