Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tów — i w końcu wyniszczoną i wyjałowioną zupełnie ziemię rozprzedawali na działki, pomiędzy kolonistów niemców, lub naszych chłopów, zarabiając na tej operacyi grosz na groszu.
Było to zjawisko naturalne. Upadek jednych przynosi korzyść drugim. Tak samo i w lesie. Na drzewie, które burza obali, mnoży się robactwo i toczy kłodę bezwładną...
Kilka lat trwał ten stan przejściowy — a wynikiem jego była gwałtowna zmiana i przeobrażenie się stosunków. Kto nie miał dość sił i środków na przetrzymanie kataklizmu, zmarniał i przepadł, a wyzuty z majątku, szedł w obowiązek, lub wegetował na bruku.
Bieda uczy rozumu...
Stosunki wiejskie uległy, jak powiedzieliśmy, gruntownej zmianie i zaczęły się układać w sposób coraz bardziej dla żydów niekorzystny.
Z każdym rokiem mniej mieli oni na wsi do roboty.
Właściciele folwarków musieli reformować gospodarstwa, liczyć się z każdym groszem i zaprowadzać oszczędności. Dla uzyskania lepszych cen za produkta rolne,