Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w ramy obowiązujących praw, pozbawić przywilejów nie mających najmniejszej racyi bytu, wyrwać z zaczarowanego koła przesądów, zmusić do pracy uczciwej i produkcyjnej.
Czas porzucić dotychczasową metodę, polegającą na dopatrywaniu złego w dalekich odległościach — a ignorowaniu tego, co się tuż koło nas, na własnych śmieciach, dzieje. Nie lękajmy się Rotszyldów ani Hirszów, bo ci nam niczem nie grożą... nie dopatrujmy straszliwego jakoby widma żydów, tam, gdzie jest właściwie widmo kapitalizmu — ale nie zapominajmy, że tuż obok nas, na tej samej ziemi, istnieją setki tysięcy proletaryatu fanatycznego, zgłodniałego, chciwego, który całą siłą wciska się w nasze stosunki, całym ciężarem swoim przygniata najpracowitsze, najbardziej produkcyjne warstwy narodu — demoralizuje i gubi wieśniaków, rujnuje miasteczka, lichwiarskiemi machinacyami niszczy dobrobyt rzemieślnika, wyrobnika, biuralisty. Pamiętajmy, że ten proletaryat rozmnaża się bardzo szybko, że z każdym rokiem przybywa go więcej — że nie umiejąc zapracować, chwyta się on najniegodziwjszych środków i że w przyszłości zaleje nas i zadusi — jeżeli nie zostaną przedsięwzięte środki obronne...