Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jaką im przed wiekami dano i przez wiek nie cofnięto — swobodzie wychowania i stowarzyszeń, dzięki której rozwinęli się prawie jako państwo w państwie, naród w narodzie, społeczeństwo w społeczeństwie.
Nie łudźmy się też, że odrębność żydowska i ów smutny stan, jaki ona wytwarza, da się usunąć za pomocą półśrodków i deklamacyi... Wprost przeciwnie. Kwestya żydowska z każdym dniem będzie poważniejsza i groźniejsza dla kraju. Jak to wykazaliśmy na początku pracy niniejszej, przez pół wiekiem ciężar ten był znośniejszy i nie tak przygniatał ludność chrześciańską, ludność produkującą i pracującą. W obec upadku małych miasteczek, w obec rozmnożenia się ludności żydowskiej, a coraz trudniejszych warunków życia, sprawa się zaostrza i staje się groźniejszą. Tłum zgłodniałych nędzarzy nie może już się pomieścić w dotychczasowych siedzibach, i rozsypuje się po wsiach, ażeby tam żyć kosztem włościan.
Nie będziemy powtarzali tego, o czem mówiliśmy w poprzedzających rozdziałach, zdaje się, że czytelnicy powinniby nas zrozumieć i przyjść do przekonania, że istotnie z każdym rokiem niebezpieczeństwo, grożą-