Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jemy ich nazwą „mechesów“, do dziś przy każdej zdarzonej sposobności, w sposób najbardziej złośliwy, wymawiamy im pochodzenie semickie...
Bądźmy sprawiedliwi — i powiedzmy wyraźnie: czego chcemy. Traktujemy kwestyę żydowską bez namiętności i bez uprzedzeń, gdyż inaczej z błędnego koła nie wyjdziemy nigdy.
Ostatecznie, jeżeli jedną miarą mierzyć żyda-lichwiarza i żyda-uczciwego pracownika, jeżeli nie zechcemy widzieć różnicy pomiędzy szynkarzem a uczonym, pomiędzy fanatycznym hassydem a oświeconym obywatelem — to nigdy nie dojdziemy do ładu — i wszelkie dowodzenia o konieczności assymilacyi, będą daremne, a nawet zbyteczne.
Powiadają nasi antysemici: taki żyd zły, taki niedobry, ów jeszcze gorszy i starają się poprzeć to twierdzenie dowodami. Niech mi wolno będzie zapytać, co w takim razie z żydami zrobić?.. Zniweczyć tę masę siłą, albo wyrzucić ją precz, nie mamy prawa, ani możności. Żydzi jak istnieli, tak istnieć będą nadal pomiędzy nami, na tej samej ziemi i nie znajdziemy środka, aby się od nich odgrodzić i oddzielić. Mu-