Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


trują się z poetycznego punktu widzenia, gdy mowa o żydowskim wstręcie do pracy, wystawiają stereotypowy obrazek żyda-nędzarza, tłukącego kamienie na szosie.
— Czy widzieliście kiedy, zapytują, tego starca z siwą brodą, w nędznych łachmanach na grzbiecie, jak rozbija kamienie ciężkim młotem, podczas największego upału?
Widzieliśmy — i nietylko tego starca, nietylko w ogóle żydów, ale i chrześcian wyrobników, trudniących się tą czynnością, nie cięższą zresztą od wielu innych rodzajów pracy fizycznej. Widzieliśmy nawet kobiety, tłukące po całych dniach kamienie przy drodze — ale jesteśmy najmocniej przekonani, że gdyby ów żyd, pracujący na skwarze słonecznym, był posiadaczem dziesięciu rubli — rzuciłby w tej chwili młot i poszedł do najbliższej wioski handlować wódką...
Żydzi wiedzą o tem doskonale, że podstawą ich bytu są chrześcianie, że tylko w stosunku z nimi mogą egzystować. Dowodem tego własne ich przysłowia, wytworzone w ciągu wieków, a oparte przecież nie na fantazyi, lecz na prawdzie i doświadczeniu życiowem...
„Więcej gojimów, więcej szczęścia“ gło-