Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i chłopi, zmuszeni płacić oprócz normalnej składki ogniowej, bardzo wysoką dodatkową.
„Interes ogniowy“ nie bywa nawet trzymany w wielkiej tajemnicy; przeciwnie, przed pożarem ukazują się kartki z pogróżkami (a może z ostrzeżeniem), że dnia tego a tego, o godzinie tej a tej, miasto pójdzie z dymem. Robi się alarm, zorganizowana naprędce straż obywatelska czuwa, no — i swoją drogą pożar jest.
Pogorzelcy, ma się rozumieć, płaczą i lamentują, ale lament nie trwa długo. Godzą się z losem i życzą sobie nawzajem, „żeby tylko większego nieszczęścia nie było“.
Jestem przekonany, że z powodu tego, com napisał powyżej, spadną na mnie gromy za szerzenie nienawiści plemiennej, ale mniejsza o to. Kto chce wypowiedzieć szczerą prawdę, musi być na wszystko to przygotowany — a prawdą niezaprzeczoną, niezbitą, doskonale znaną mieszkańcom prowincyi, jest: że co najmniej w ośmdziesięciu wypadkach na sto, pożary miasteczek zaludnionych przez żydów, wynikają w skutek rozmyślnego podpalenia, dla zyskania asekuracyi.
Daleki jestem od przypisywania tego