Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie jest zadaniem niniejszej pracy prowadzić czytelnika przez dzieje, i opowiadać mu wszystkie fazy, przez jakie tu dziewięcio-wiekowi goście nasi przechodzili.
Nie było bardzo rozkosznie nam z nimi, ani też (co każe przyznać bezstronność) i im z nami — względnie jednak mieli tu żydzi większą niż dzieindziej, a nawet największą swobodę i dzięki jej, zasiedzieli się wśród nas, zakorzenili, i pomimo tylu wieków pozostali... żydami, takimi jak za Bolesława Pobożnego (1264), bo nawet z tą samą łamaną mową szwabską, która po dzień dzisiejszy jest ich domowym językiem.
Są narodem w narodzie, społeczeństwem w społeczeństwie — a liczba ich już miljon!!
Dla czego tak się stało, dla czego nie zjednoczyli się z nami, jeżeli nie wyznaniem religijnem, to przynajmniej duchem, poczuciem wspólnych obowiązków obywatelskich, mową, obyczajem i strojem — to rzecz historyków i historyi; — my bierzemy tylko fakt, a faktem jest, że się nie złączyli i wielkie pytanie: czy kiedykolwiek się złączą.
Nasze życie płynie innem korytem, ich innem, nasz duch ma odmienne, aniżeli ich, pragnienia, ale że jedna ziemia nas żywi, więc z konieczności stykać się musimy przy