Strona:Klemens Junosza-Kłusownik.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   84   —

„Co ci wiadomo o kradzieży drzewa?“
„Juści wiadomo, że to niczyja sprawka, jak Mateusza Sikory.“
„Widziałeś?“
„Widzieć nie widziałem, ale wiedzieć to wiem, bo on na takie interesy majster pierwszy.“
„Powiedz mi świadku, kto ci podbił oko? czy nie ten sam człowiek, który drzewo kradł?“
„W służbie leśnej, prześwietny sądzie, taka przygoda częsta, ale w tem zdarzeniu nie złodzieje mi znak na gębie zostawili...“
„Któż więc?“
„A to dopraszam się łaski prześwietnego sądu... przemówiłem się z żoną...“
W sali zrobił się szmer, nawet ponury Mateusz uśmiechnął się pod wąsem.
„Niechże świadek opowie szczegółowo, co mu o kradzieży wiadomo.“
„Dużo mi wiadomo, prześwietny sądzie! Spałem sobie nieco, jako że była noc, aż słyszę piesek mój szczeka, zaraz poznałem, że w lesie są złodzieje. Odziałem się w kożuszynę, wziąłem strzelbę dla życia swego obrony, siekańcami była nabita, i wyszedłem przed dom. Cichość była, a z daleka kołacze coś raz za razem, właśnie jakby ktoś drzewo ścinał. Jeno nie ścinał, jak to ludzie robią, tylko dziabał raz za razem, nie mocno, żeby wielkiego łoskotu nie robić. Właśnie że to było akurat w moim obrębie,