Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mówił także nieraz o fabrykach i maszynach, nieznanych wcale u nas, w gospodarstwie, o pracowitości i oszczędności.
Opowiadania Janka tak się podobały, że wieczorami stancya Dominika bywała coraz pełniejsza i nietylko młodzi przychodzili słuchać, ale i starsi gospodarze, a nawet Wincenty, który nie lubił z domu wychodzić, zaglądał tam dość często.
Słuchał w milczeniu, nie przerywał, czasem tylko rzucił jakie pytanie i znów zamyślał się, paląc fajkę.
I Wincentowa na te zebrania przychodziła i Hanusia.
Dla niej była to najpiękniejsza zima w życiu. Dziewczyna aż promieniała ze szczęścia.
Znać je było w rumieńcach, w uśmiechu, w spojrzeniu, w piosence, która mimowoli wybiegała na usta, w ruchu, w całem zachowaniu się dziewczyny.
Szczęścia ukryć trudno kto je posiada; zdradza się na każdym kroku z tym skarbem i dobrze mu i miło i śmiech mu się milszym wydaje i ludzie lepszymi, niż są.
Janka widywała prawie codzień, jeżeli nie na zgromadzeniu wieczornem, jeżeli nie w do-