Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A pan był w Warszawie i za granicą podobno?
— Byłem.
— To pan zapewne dużo widział ładnych rzeczy, zapawne bawił się pan dobrze.
— Oczywiście — rzekł Janek — widziałem niejedno; na zabawę czasu nie było, ale niekiedy zajrzało się do teatru, albo w takie miejsce, gdzie piękne obrazy. Kościołów też napatrzyłem się, gmachów, fabryk różnych.
— A jakże pan mógł się rozmówić za granicą?
— Po niemiecku.
— To pan umie?
— Nauczyłem się.
— Pewnie pana ta podróż musiała ogrom nie dużo kosztować.
— Nic nie kosztowała, jeszcze trochę grosza zarobiłem.
— Nie rozumiem — ano, każdy ma swoje sposoby. Powiedz mi pan, czy to już zabawa skończona, że tak się uciszyło?
— Bo ja wiem, panie, ja tu nie gospodarz..
— Ale zdaje mi się, że bliski gospodarzy.