Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


SPUSTOSZENIE.

O Ziemio kochana!...
Jakiż okropny widok, jakaż sroga zmiana!
O Ziemio! jam Cię widział, kiedyś zakwitnęła,
(idy Twoja ludzi wszystkich powabność ujęła:
Ojczyste siadła rzucał mieszkaniec daleki
Ród pracowny i mienie oddać Ci na wieki.
Kędyż Twoje wesołe, te zdobne osady?
Stadami pyszne łąki, owocami sady?
Kędyż są kłosem bujnym pozłocone żniwa,
Których to obfitości głos narodów wzywa?
Gdzie spojrzę, spustoszenie okropne i srogie
Zżarło, co tylko ludziom na ziemi jest drogie:
Po całym gruncie twoim drapieżność się wiła.
Co żyje, rośnie, wszystko swym zębem zniszczyła....
Nigdzie pożycia śladu, wzrok nigdzie nie spocznie;
Z gruzów, napół skopconych, wymknięty ubocznie
Dym tylko błękit niebios kłębami przerywa;
Tam, owdzie smutna stoi w nagiem polu śliwa.
Pusto; zabite okna, gdzie zostaje chata,
Przez które rolnik witał roboczego brata.
Las, zewsząd osę piały, wyziera zdaleka,
Dokąd drżący mieszkaniec z swem życiem ucieka....



POWSTANIE KOŚCIUSZKOWSKIE.

Na szarym ranku tam jutrzenka płonie.
Patrz, jak się łańcuch pagórków oddala,
Smutne gdzieś wieże Krakowa w tej stronie.
O, gniazdo Polski i jej dawnej chwały!
Promyk ostatni na twem błysnął łonie!
Mąż (cnotliwszego kiedyż Nieba dały?)
Ducha wyższego, szlachetnej prostoty,
Z swem tylko sercem pośrzód braci staje;
Już mężne k niemu zbierają się roty,