Strona:Klaudja Łukaszewicz - Pokrzywki.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wicio wyskoczył z powozu i pędem pobiegł do ogrodu.
Ujrzawszy domek z grzyba, dziwił się bardzo:
— A to rozumne pokrzywki! Jaki oryginalny domek!
— Wiecie co, siostrzyczki, musimy pilnować tego gniazdka i strzedz go przed złymi chłopcami... Nie opowiadajcie o tem nikomu.
Ale trudno było spełnić to, cośmy sobie postanowili. Złych i okrutnych chłopców pełno jest na wsi.
Na drugi dzień oczekiwało nas straszne nieszczęście.
Kiedyśmy przyszli, nie było ani grzyba, ani naszych pisklątek, źli chłopcy zabrali je i unieśli.
Trudno wyrazić nasz ból! Płakaliśmy, rozpaczali, wyrzucaliśmy sobie, żeśmy nie wstali wcześniej, aby dopilnować gniazdeczka. Irenka padła na trawę i szlochając zawodziła żałośnie.
Przyszła mamusia, pocieszała nas i smuciła się razem.