Strona:Klaudja Łukaszewicz - Pokrzywki.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tych główek. Maleństwa piszczały żałośnie i otwierały dziobki, a rzędem na gałązce siedziały dwie znane nam pokrzywki, każda z robakiem w dziobku.
Samiczka, zobaczywszy stojące pod drzewem dzieci, pisnęła żałośnie i upuściła robaczka.
— Nie bój się, pokrzywko, my ci nic złego nie zrobimy, — zaszeptała Irenka.
Zaszłyśmy z tyłu drzewa, siadłyśmy na trawie i nie poruszałyśmy się, żeby nie spłoszyć ptaszków i serduszek ich nie napełniać trwogą.
Przez cały czas naszej bytności mama-pokrzywka, oglądajac się trwożliwie na wszystkie strony, karmiła wciąż wygłodniałe dzieci i zabawiała je śpiewem.
Poszedłszy do domu opowiedziałyśmy o naszem odkryciu i z niecierpliwością oczekiwałyśmy powrotu Wicia.
Zobaczywszy zajeżdżający powóz, rzuciłyśmy się do brata, wołając na wyścigi:
— Ach! cośmy znalazły! cośmy znalazły!
— Wiciu, ty zwarjujesz z radości...